Znajdź nas na Facebook
Facebook
Jesteśmy na Google+
Google+

AUTORELAKS

RELAKS JACOBSONA

Już w latach trzydziestych w Stanach Zjednoczonych ukazała się i zdobyła dużą popularność książka E. Jacobsona „You Must Relax, a practical metod of reducing the strains of modernliving”, której autor był lekarzem, naukowcem kierującym m.in. laboratorium fizjologii klinicznej Uniwersytetu w Chicago. Muszę przyznać, że spośród licznych znanych mi technik relaksacyjnych system opracowany poprzez Jacobsona wydaje się najbardziej skuteczny.

W swoim obszernym, prawie 300-stronicowym, dziele autor już kilkadziesiąt lat temu stwierdza, że życie człowieka zawiera zbyt wiele pośpiechu, że przeciążony jest on działaniem różnorodnych, szybko zmieniających się bodźców, że musi wreszcie stawić czoło licznym naciskom środowiskowym. Oczywiście truizmem jest stwierdzenie, że liczba zagrożeń dostrzeganych już w latach trzydziestych czy czterdziestych – w latach osiemdziesiątych wielokrotnie wzrosła, a na skutki psychofizycznego przeciążenia cierpią dziś już nie tysiące, nie dziesiątki tysięcy, ale miliony ludzi.

W swojej książce Jacobson pisze m.in., że człowiek cywilizowany przeżywając nadmiar różnorodnych emocji uruchamia każdego dnia zbyt wiele procesów myślenia i wyobraźni, powodujących w konsekwencji ciągłe napięcie mięśni poszczególnych partii lub całego organizmu. U osób szczególnie napiętych występują częste bóle głowy, a nawet drżenie rąk, nóg i palców, nie mówiąc oczywiście o całej gamie klasycznych objawów nerwicowych z lękami i niepokojami włącznie. Więcej, Jacobson twierdzi, że u ludzi chronicznie napiętych nerwowo powstaje coś w rodzaju fizjologicznego nawyku naprężania mięśni nawet wtedy kiedy brak jest jakiegokolwiek działania fizycznego, np. w czasie wypoczynku w wygodnym fotelu czy na posłaniu. A więc często bywamy napięci nie zdając sobie z tego sprawy, gdyż nie potrafimy odczuwać sygnałów napięcia mięśni w różnych częściach organizmu. I właśnie nauka odbierania sygnałów napięcia stanowi podstawę relaksu Jacobsona.

Najpierw wytrwale uczymy się redukować napięcie jednego mięśnia np. bicepsa, później naprężamy i rozluźniamy różne grupy mięśni, aż po kilku tygodniach zdobywamy umiejętność niejako automatycznej relaksacji całego ciała. Autor twierdzi, na podstawie wieloletniej praktyki, że ludzie po serii systematycznych ćwiczeń osiągają stan, w którym rozluźnienie jednej grupy mięśni rozprzestrzenia się na inne. Powstaje zatem pewien rodzaj reakcji łańcuchowej prowadzącej szybko do odprężenia całego organizmu. To poznanie jakby od nowa wrażeń płynących z naszego organizmu, a w konsekwencji redukcja napięcia mięśni, również tych pozostających poza kontrolą naszej świadomości, np. płuc, klatki piersiowej czy trzewnych, prowadzi do zdecydowanej poprawy samopoczucia, odzyskania radości życia, pozwala pozbyć się trapiących nas lęków i niepokojów, uwierzyć w siebie, w powodzenie wszelkich zamierzeń.

ZESTAW ĆWICZEŃ RELAKSU JACOBSONA

Leżymy wygodnie na tapczanie w cichym pomieszczeniu, ramiona wyciągnięte wzdłuż tułowia, oczy zamknięte, głowa na małej poduszce.

  1. Zginając w łokciu na kilka sekund najpierw prawe, a potem lewe ramię, stopniowo, aż do maksimum napinaj bicepsy, po czym przez odgięcie ramienia rozluźniaj je. Staraj się rejestrować odczucia, jakich doznajesz, kiedy mięsień jest napięty i kiedy rozluźniony.
  2. Naciskaj najpierw prawą, a potem lewą ręką na stos książek (wysoki na 20 cm, ułożony wzdłuż tułowia tak, by naprężać, a potem rozluźniać mięśnie tylnej części ramienia). Rejestruj odczucia.
  3. Oddychając spokojnie zwracaj uwagę na odczucia płynące ze zwolnienia napięcia najpierw prawej, potem lewej ręki.
  4. Zegnij w nadgarstku dłoń (najpierw prawą, potem lewą) grzbietem do góry, co napręży zewnętrzną część przedramienia. Zwolnij napięcie. Teraz zegnij w nadgarstku dłoń (najpierw prawą potem lewą) grzbietem w dół, co napręży wewnętrzną część przedramienia. Zwolnij napięcie.
  5. Zegnij stopę (najpierw prawej potem lewej nogi) w kierunku twarzy tak, aby naprężyć i rozluźnić najpierw mięśnie golenia, a później łydki. Rejestruj napięcie i rozluźnianie każdego z tych mięśni.
  6. Napręż i rozluźnij mięśnie przedniej części uda – najpierw prawej, a potem lewej nogi.
  7. Przez opuszczenie z tapczanu i zgięcie w kolanie każdej z nóg, napręż i rozluźnij tylną część uda.
  8. Pod kolano wyprostowanej nogi podłóż kilka książek i naciskaj w dół tylną częścią uda, naprężając w ten sposób mięśnie pośladka. Ćwiczenie wykonuj najpierw jedną, potem drugą nogą.
  9. Wciągając powietrze głęboko do płuc, napnij mocno mięśnie brzucha, potem rozluźnij je zupełnie. Pilnie śledź odczucia płynące z napiętego i rozluźnionego brzucha.
  10. Unosząc się lekko (oparcie tylko na barkach) wygnij się w lekki łuk i napnij mięśnie grzbietu.
  11. Wykonując głębokie oddechy, przy każdym wdechu rejestruj odczucia płynące z napięcia mięśni wewnątrz klatki piersiowej.
  12. Leżąc na małej poduszce, zegnij głowę w prawo, zbliżając ją maksymalnie do ramienia, co napręży mięśnie szyi z lewej strony. Wykonaj podobny zabieg zginając głowę w lewo.
  13. Marszcz jak najsilniej czoło w poziomie.
  14. Marszcz jak najsilniej czoło w pionie.
  15. Zamknij mocno powieki.
  16. Napinaj mięśnie oczu poprzez kierowanie spojrzenia raz mocno w lewo, raz w prawo.
  17. Zaciskaj szczęki tak, aby naprężyć mięśnie żuchwy.
  18. Otwórz usta i napręż ich mięśnie.
  19. Otwórz usta i napręż mięśnie warg.
  20. Cofnij język i napnij jego mięśnie.
  21. Licz głośno do dziesięciu.
  22. Licz do dziesięciu cichszym głosem.
  23. Licz do dziesięciu szeptem.
  24. Wypowiadając różne zwroty, zwracaj szczególną uwagę na napięcie mięśni krtani.
  25. Ćwiczenie wpływania na aktywność umysłową: pozostając przez kilka minut w stanie odprężenia, wyobraź sobie, że palce Twojej ręki mocno się wydłużają, później – że leżą poziomo w stosunku do ręki, a jeszcze później – że leżą w różnych położeniach. W czasie ćwiczenia odprężaj mięśnie gałek ocznych.

Przypominam, że zawsze świadomie naprężamy i uwalniamy poszczególne mięśnie, rejestrując odczucia płynące zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku. Nie należy zbyt mocno sprawdzać czy mięśnie są napięte, lecz starać się uczyć rejestracji odczuć w sposób naturalny, jakby mimochodem.

Nauka odczuwania naprężenia własnych mięśni jest dość żmudna i musi rwać kilka tygodni, ale później potrafimy już nawet nieco podświadomie rozluźniać się w ciągu całego dnia.

Według Jacobsona prawą rękę ćwiczymy godzinę przez sześć dni, po czym – ćwicząc dalej prawą – zaczynamy napinanie i rozluźnianie lewej ręki (łącznie godzinę dziennie przez następnych sześć dni). Dalej – przez kolejnych 9 dni ćwicząc ręce, wprowadzamy relaksację prawej nogi. Następnie 9 dni to ćwiczenia obydwu rąk i obydwu nóg. Łączny czas ćwiczenia co najmniej 60 minut dziennie. Kolejne 3 dni przeznaczamy wyłącznie na relaksację mięśni tułowia, 2 dni – mięśni pleców, po jednym dniu – czoła i powiek. Napinanie i rozprężanie gałek ocznych – codziennie przez tydzień, mięśni policzków i warg jeden dzień, mięśni szczęk i języka – dwa dni, mięśni krtani – trzy dni.

Kiedy nauczymy się rozpoznawać odczucia płynące z różnych części naszego ciała podczas napinania i rozluźniania poszczególnych partii mięśni w pozycji leżącej, Jacobson proponuje znaczne utrudnienie zadania, tj. naukę tzw. Relaksacji zróżnicowanej, mającej doprowadzić do stanu, w którym w każdej sytuacji dnia codziennego mięśnie „pracujące” są napięte w stopniu optymalnym dla wykonywania poszczególnych zadań, a pozostałe (czyli w danej chwili nie pracujące) znajdują się w stanie rozluźnienia. Relaksację zróżnicowaną wykonujemy również dla poszczególnych partii mięśni, ale już w pozycji siedzącej. Przebrnięcie przez ten etap relaksacji i uprawianie jej na co dzień nauczy nas rozluźniania i odpoczywania w trakcie codziennych zajęć. Człowiek, który opanuje metodę relaksacji Jacobsona – natychmiast, niemal bezwiednie, wyczuwa każde zbędne napięcie mięśni w poszczególnych partiach swojego organizmu i od razu potrafi je rozprężyć. A oto jakie korzyści odnosili, zdaniem Jacobsona, pacjenci kliniki, w której pracował, a którzy opanowali sztukę stopniowego relaksu:
- Relaks uczy lepiej rozumieć samego siebie i innych.
- Daje umiejętności odczuwania nieprawidłowego napięcia, jego umiejscawiania w organizmie, a co za tym idzie rozładowywania – szczególnie w sytuacji stresowej.
- Pacjenci stawali się mniej zatroskani o swoje zdrowie, mniej hipochondryczni i mniej zależni od innych.
- Równoważenie napięcia możliwe do osiągnięcia i w dzień, i w nocy wypiera drażliwość i nadmierną pobudliwość.
- Relaks stabilizował cały ich system nerwowy, szczególnie autonomiczny, poprawiał zdolność koncentracji uwagi.
- Ćwiczenia doprowadziły do zdecydowanej poprawy pracy całego układu trawiennego (w tym do zagojenia się wrzodów żołądka i dwunastnicy), poprawy stanu serca i naczyń krwionośnych, obniżenia zbyt wysokiego ciśnienia, pozbycia się lęków i innych dokuczliwych zaburzeń nerwicowych.
- Każdy ćwiczący (zdrowy i chory) nauczył się bardziej ekonomicznie gospodarować swoją energią fizjologiczną.

MIKROKLIMAT TO ZDROWIE LUB CHOROBA

DLACZEGO OTWIERAM OKNO ?

Z przestrzeni kosmicznej do górnych warstw atmosfery Ziemi dociera nieustannie strumień promieniowań, które mają olbrzymie energie. Te promieniowania o niezmiernie złożonej strukturze w kontakcie z atomami gazów atmosfery zapoczątkowują szereg reakcji – najpierw w górnych, a potem w dolnych warstwach atmosfery-w wyniku których powstają interesujące nas wolne elektrony, mogące wzbudzić emisję fotonów. Dzięki temu kosmicznemu promieniowaniu na Ziemię trafiają wiązki elektronowo-fotonowe o wielkich energiach. Ocenia się, że 1 gram czystego powietrza blisko Ziemi zawiera około 3,01 x 10 elektronów, które są niezbędne do podtrzymania procesów życiowych każdego organizmu. Powietrze jest więc obfitym i najbardziej dostępnym źródłem tych życiodajnych ładunków.

W pomieszczeniach zamkniętych konieczna jest systematyczna wymiana powietrza. Latem, kiedy jest ciepło, przynajmniej jedno okno w mieszkaniu pozostawiamy otwarte przez cały dzień. Późną jesienią, zimą i wiosną ze względu na niską temperaturę uchylamy lufcik. Jeżeli nie jest to możliwe, każde pomieszczenie powinniśmy wietrzyć chociaż kilka razy w ciągu dnia przez kilkanaście minut, a rano po przebudzeniu i wieczorem przed snem nawet przez pół godziny.

Kiedy otwieramy okno, całe pomieszczenie wypełnia się powietrzem z chmurą elektronów, które warunkują między innymi wnikanie tlenu do płuc, a następnie krążą z krwią po całym organizmie.

Łóżka powinniśmy odsunąć przynajmniej 1 metr od ścian, aby ściany „nie okradały” organizmu z elektronów, a także po to, by powietrze mogło opływać śpiącą osobę równomiernie ze wszystkich stron. Być może z tego właśnie powodu łoża królewskie i innych ważnych ludzi ustawiane były na środku komnaty sypialnej.

O systematycznym wietrzeniu i odsuwaniu łóżek od ścian muszą pamiętać przede wszystkim lokatorzy domów z betonu, których ściany działają jak uziemienie, a ponadto mogą zawierać radioaktywne pierwiastki. Naukowcy z całego świata podczas rozległych badań stwierdzili, że materiał budowlany może zatruwać mieszkanie radioaktywnością i wyziewami chemicznymi, co wpływa nie tylko na samopoczucie, ale również na zdrowie mieszkańców. Poziom radioaktywności powietrza (zawartość gazów radonu i toru) w dużej mierze zależy od częstości wietrzenia, zwłaszcza pomieszczeń z dobrze uszczelnionymi oknami i drzwiami. Z opracowań naukowych wynika, że przy braku dopływu świeżego powietrza radioaktywność i ilość szkodliwych wyziewów wzrasta nawet dziesięciokrotnie, szczególnie w pobliżu ścian.

 

TWARZĄ DO SŁOŃCA

 

Słońce jako najbliższa gwiazda stanowi główne źródło energii. Jest ono ciałem w czwartym stanie skupienia materii- czyli plazmą o kształcie zbliżonym do kuli- składającym się przede wszystkim z wodoru (aż 72,7 proc. masy), helu, tlenu, węgla, azotu i innych pierwiastków występujących również na Ziemi.

Potężna energia słoneczna powstaje w reakcjach termojądrowych przemiany wodoru w hel i przenika w przestrzeń międzyplanetarną. Do powierzchni naszej planety dociera tylko mała część tej energii, duży bowiem procent promieniowania zostaje zatrzymany w poszczególnych warstwach atmosfery.

Interesujące nas najbardziej promieniowanie optyczno-cieplne dzielimy na trzy zakresy widma: niewidzialny nadfioletowy (290-400 nm), stanowiący zaledwie 7 procent; widzialny zakres od fioletu do czerwieni (400-750 nm) – około 45 procent docierającej do nas energii, oraz niewidzialny podczerwony (750-24000 nm) – również około 45 procent.

Do powierzchni Ziemi dociera tak zwane promieniowanie bezpośrednie i rozproszone. Pierwsze (czyli bezpośrednie) występuje tylko przy bezchmurnej pogodzie lub przy słabym zachmurzeniu, a jego natężenie zmienia się w zależności od wysokości Słońca w ciągu roku i w porze. Największe natężenie obserwujemy późną wiosną i latem oraz od wschodu do południa. Część bezpośrednich promieni przy zderzeniu w atmosferze z cząsteczkami gazów i aerozoli (na przykład pary wodnej, pyłów i innych zanieczyszczeń) traci prostoliniowy kierunek rozchodzenia się i rozproszenie nawet trzy-, czterokrotnie. Promienie słoneczne, szczególnie w zakresie nadfioletu, oddziałują bardzo korzystnie na organizm. Fala świetlna składa się bowiem z małych porcji energii zwanych kwantami lub fotonami, które mogą być w całości przekazane pojedynczemu atomowi czy cząsteczce, a właśnie przepływający przez nasze ciało życiodajny strumień elektronów „przepychany” jest energią fotonów, pochodzących w większości z promieniowania słonecznego.

Najkorzystniejszą, najbardziej naturalną drogą przyjmowania promieniowania słonecznego jest nasze oko, którego tęczówka za pośrednictwem systemu nerwowego utrzymuje stałą łączność z całym organizmem. Tęczówka ma doskonale rozwiniętą tkankę nerwową i jest doskonałym receptorem energii słonecznej, również tej niewidzialnej. Bierze duży udział w przekazywaniu bodźców do mózgu i innych organów wewnętrznych. Zdrowy człowiek ma tęczówkę oka czystą i przezroczystą. W momencie powstania schorzenia w jakimkolwiek miejscu organizmu, w odpowiadającym mu punkcie na tęczówce powstaje rozjaśnienie – odbarwienie. Oznacza ono zwiększony i ukierunkowany strumień bodźców świetlnych do określonego organu, a w konsekwencji podjęcie natychmiastowej walki energetycznej w ognisku choroby. Z faktu tego wynikają konkretne rady praktyczne.

Po pierwsze – korzystając ze słońca starajmy się kierować twarz w jego stronę tak, by promienie w prostej linii docierały do naszych oczu. Oczywiście powieki możemy mieć wtedy zamknięte, gdyż zatrzymują one energię słoneczną w minimalnym tylko stopniu. Powinniśmy natomiast nie zakładać okularów, ponieważ właśnie szkło zatrzymuje znaczną część energii, szczególnie promieniowanie nadfioletowe, nie dopuszczając jej do tęczówki, a co się za tym wiąże do wielu naszych organów.

Najlepiej więc opalać się twarzą do słońca, bez okularów, z bosymi stopami opartymi o naturalne podłoże (trawa, piasek, woda).To „uziemienie” pozwala odprowadzić z organizmu nadmiar zużytych elektronów i energii, przede wszystkim termicznej. Przestrzegając tych zasad, nie wolno zapominać oczywiście, że zbyt długie naświetlanie promieniami słonecznymi, zwłaszcza późną wiosną i wczesnym latem, może być szkodliwe dla naszego organizmu, powodować na skórze intensywny rumień oparzenia, uczucie ogólnego rozbicia, bóle głowy i gorączkę. Jeżeli dzień jest pochmurny, promieniowanie dociera do nas w formie rozproszonej, więc wybierając się wtedy na spacer, także korzystamy z energii słonecznej.

Najwięcej energii słonecznej, bez względu na zachmurzenie, dociera do Ziemi od wschodu słońca do godziny dziesiątej. Chcąc z niej korzystać każdego dnia, sypialnię powinniśmy lokalizować zawsze po wschodniej stronie mieszkania, albo, jeśli nie ma takiej możliwości, przynajmniej po południowej. Wówczas otwierając rano okno, cały pokój napełniamy „pękami” elektronowo-fotonowymi, pobudzającymi do działania uśpiony jeszcze po nocy organizm, potęgując w nim procesy życiowe.

Jak najczęściej należy wystawiać na słońce pościel i ubranie, szczególnie bieliznę. Promienie, przede wszystkim nadfioletowe, działają sterylizująco, a więc bakteriobójczo, w naturalnych włóknach zaś „magazynują” dodatkowo wolne elektrony pochodzące z powietrza.

CUDOWNE WŁAŚCIWOŚCI ZIÓŁ

ARCYDZIĘGIEL LEKARSKI
(Archangelica officinalis Hoffm.)

Inne nazwy: dzięgiel wielki, litwor, arcydzięgiel litwor, archangelika, angelika, andżelika, dzięgiel szerokoliściowy, dzięgiel wielki, ciengiel, arcydzięgiel kartuzów, dzięgielnica, ziele św. Ducha, lubscza, lubszcza, gołębie pokrzywy, anielskie ziele, anielski korzeń.

Angielska: Garden Angelica. Francuska: Archangelique. Niemiecka: Garden-Engelwurz.
Rosyjska: Djagil aptecznyj.

Nazwa tej ważnej dla ziołolecznictwa rośliny - Archangelica - owiana jest legendą, według której sam archanioł Gabriel w czasie epidemii dziesiątkującej ludzi zstąpił z niebios na ziemię, objawił się pewnemu zacnemu medykowi, któremu przekazał wiadomość, że wystarczy żuć korzeń dzięgla, aby się przed chorobami uchronić. Tak głosi legenda, ale faktem jest, że archangelika wcześnie wprowadzona została do licznych obrzędów i kultów religijnych. Znana już w czasach przedhistorycznych ( o czym np. w Polsce świadczą wykopaliska biskupińskie). Arcydzięgiel od dawna znany był ludom nordyckim i Lapończykom, którzy z jego baldachów i z mleka reniferów wytwarzali specjalny rodzaj sera, zjadali też łodygi, kłącza i korzenie tej jednej z nielicznych roślin jadalnych występujących w ostrym klimacie. W krajach nordyckich arcydzięgiel zystał tak wielką popularność, że wprowadzono jego ochronę, co niewątpliwie dało początek uprawom tego cennego zioła. A z XII- wiecznych zapisków wynika jasno, że dzierżawca opuszczający gospodarstwo zgodnie z obowiązującym prawem powinien pozostawić połowę upraw arcydzięgla swojemu następcy, co było również elementem kompleksowej ochrony rośliny. Wiemy też, że już w XII wieku uprawą litworu w ogródkach przyklasztornych środkowej Europy zajęli się zakonnicy, nazywający roślinę zielem św. Ducha, według których żucie korzenia miało stanowić gwarancję długowieczności. Arcydzięgiel lekarski wchodził w skład wielu cudownych leków i mikstur średniowiecza, m.in. uniwersalnego medykamentu - teriaku, komandorskiego balsamu(na wszelkie owrzodzenia) i wody karmelickiej(na nerwy i poprawę trawienia). Wiek XV i XVI w Europie, a więc okres Odrodzenia, charakteryzuje się m.in burzliwym rozwojem miast i większych osiedli ludzkich oraz... licznymi epidemiami. I właśnie w tym okresie historycznym arcydzięgiel zyskuje największą popularność jako lek przeciwko różnym chorobom zakaźnym.

Arcydzięgiel lekarski to roślina lecznicza sięgająca daleko na północ. Stwierdzenie, że rośnie dziko w północnej Europie to za mało, gdyż występuje na całym Półwyspie Skandynawskim, na Grenlandii i Islandii, a nietrudno spotkać ją również w północnej Azji. W Polsce, gdzie jest chroniony, w stanie dzikim spotykamy go rzadko - przeważnie w Sudetach i Karpatach, za to znacznie częściej bywa uprawiany w ogródkach przydomowych i na działkach. Trzeba tu wspomnieć, że arcydzięgiel lekarski można łatwo pomylić z dzięglem leśnym(Angelica litoralis), które są uznawane za rośliny lecznicze.

Archangelica officinails to roślina dwuletnia z rodziny baldaszkowstych( Umbelliferae); w pierwszym roku wytwarza rozetę przyziemnych długoogonkowych liści, podwójnie lub potrójnie pierzastych oraz kłącze i korzenie; w drugim roku wyrasta( niekiedy nawet 2-metrowy) rozgałęziony pęd kwiatowy o liściach łodygowych mniejszych od dolnych, pojedynczo pierzastych, z dużymi pochwami obejmującymi łodygę. Kwitnie w czerwcu i lipcu wytwarzając na końcach łodygi duże, prawie kuliste, 20-40 -promienne baldachy niepozornych żółtawych lub zielonawych kwiatów. Cała roślina charakteryzuje się silnym aromatem przypominającym piżmo.

Arcydzięgiel na działce czy w ogrodzie łatwo rozsiewa się samorzutnie, a dla potrzeb własnych wystarczy uprawiać nie więcej niż 10 roślin i wysiewać nasiona corocznie. Propagatorka uprawy ziół - Danuta Tyszyńska-Kowanacka tak pisze o arcydzięglu w swojej książce: Zioła w polskim domu: ,, W ogrodzie sadzi się go pod płotem, gdzie nie będzie narażony - jako roślina krucha i łamliwa - na zniszczenie. Można go również wyeksponować jako roślinę ozdobną na otwartym terenie. Lubi glebę głęboko uprawioną i żyzną, zasobną w wilgoć.
Udaje się zarówno na miejscu nasłonecznionym, jak i w półcieniu. Najlepiej wysiewać go od razu po zbiorze nasion, tj. w końcu lipca, do skrzynek, a następnie po wytworzeniu dwóch par liści właściwych - przesadzać do gruntu. Wschody ukazują się po 2 tygodniach" .

Podstawowym surowcem zielarskim są korzenie i kłącza zbierane jesienią (najczęściej w drugiej połowie września) nawet już po pierwszym roku uprawy lub wczesna wiosną w drugim roku, zanim jeszcze ,,wybije" pęd kwiatowy. Wykopane korzenie płuczemy starannie i całe lub krojone starannie suszymy w temperaturze ok. 35`C. Susz przechowujemy zawsze w miejscu suchym i chłodnym, a także osłoniętym przed światłem, najlepiej w szczelnie zamykanych puszkach, ponieważ często atakowany jest przez szkodniki.

Korzeń arcydzięgla lekarskiego zawiera 1-1,5% olejku eterycznego, którego głównym składnikiem B-felandren, ale znajdują się też takie terpeny jak: pinen, cymen, kamfen i limonen. Ważnym składnikiem litworu , z zielarskiego punktu widzenia, są też związki kumarynowe
(m.in. umbeliferon, pragolaryna i ostenol) oraz kwasy organiczne (angelikowy, bursztynowy, malonowy, fumarowy, kawowy, szczawiowy i cytrynowy). Inne wykryte związki to flawonoidy, fitosterole, trójterpeny, gorycze, garbniki, żywice, cukry proste, a także witamina C i B.

Arcydzięgiel zwiększa przede wszystkim wydzielanie soku żołądkowego oraz pobudza wytwarzanie enzymów trawiennych (pepsyny i pentagastryny), przez co ułatwia i przyspiesza trawienie, normuje fermentacje i usuwa nagromadzone gazy. Jest zalecany w nadmiernej pobudliwości, bezsenności, stanach wskazujących na wyczerpanie nerwowe, w bólach głowy i osłabieniach. Dzięki zwiększeniu wydzielania moczu i potu ma zdolności czyszczenia organizmu ze zbędnych produktów przemiany materii. Jest także sprawdzonym środkiem antybakteryjnym.

Napar z korzenia arcydzięgla. 1 płaską łyżkę rozdrobnionych korzeni zalewamy 1 szklanką wrzącej wody i parzymy przez 20 minut pod przykryciem. Pijemy 2-3 razy dziennie na godzinę przed jedzeniem - dla pobudzenia apetytu, lub po posiłku - dla poprawy trawienia.. Herbatka arcydzięglowa działa też łagodnie uspokajająco.

Nalewka z arcydzięgla. 100g rozdrobnionego korzenia zalewamy 100g spirytusu i odstawiamy na 2 tygodnie. Pijemy 20-30 kropli na cukier lub wodę 2-3 razy dziennie po jedzeniu przy zaburzeniach trawiennych, a także dla złagodzenia zatruć nikotynowych i alkoholowych.
Muszę tu jednak przestrzec, że nalewka ma niezwykłą moc, gdyż korzeń przedziwnie wzmaga właściwości spirytusu i niekiedy wystarczy jeden mały kieliszek mikstury, by tęgiemu chłopu mocno zakręciło się w głowie.

Kąpiel uspokajająca: 100-150g rozdrobionego korzenia gotujemy przez 2 minuty w 2 l wody. Przecedzamy odwar i wlewamy go do wanny. Kąpiel powinna trwać około 20 minut. Niektórzy zielarze zalecają siedmiodniową kurację uspokajającą powtarzaną po miesięcznej przerwie.

Kandyzowane pędy arcydzięgla. Wiosną ścinamy młode, niezdrewniałe ogonki liściowe i pędy kwiatowe, kroimy na 5-centymetrowe odcinki, delikatnie zeskrobujemy wierzchnią skórkę i smażymy około 20 minut w gęstym syropie uzyskanym przez połączenie 1 kg cukru z 3/4 szklanki wody. Odstawiamy. Następnego dnia znów krótko smażymy. Wyjmujemy z syropu, obsypujemy cukrem-pudrem i powoli suszymy. Kandyzowane pędy żujemy przy zapaleniu jamy ustnej i dziąseł.
Mogą też służyć do dekoracji tortów, kremów, a posiekane do aromatyzowania wielu ciast.
Pisząc o arcydzięglu warto wspomnieć słynny francuski likier ziołowy zwany benedyktynką, którego twórcą był w 1510 roku zakonnik Bernard Vincelli z opactwa ojców benedyktynów w Fecamp. Oto przepis (wg L. Ćwierczakiewiczowej) zaczerpnięty z książki I.
Gumowskiej Ziółka i my.
,, 10g korzenia arcydzięgla, 15 g korzenia tataraku, 30 g suszonych skórek pomarańczowych, 3 sztuki małych, zielonych, gorzkich pomarańczek, 8 g aloesu, laskę wanilii, 2 g gałki muszkatołowej, 3 g szafranu, 4 g imbiru i 4 goździki namoczyć w pół kwarty najlepszego spirytusu na trzy dni, nie dłużej. Odcedzić, zrobić syrop z 5 funtów (1 funt - około 454 g) cukru, biorąc kwaterkę gorącej wody na funt, dolać do spirytusu i zostawić na pół roku. Następnie zlać do butelek i szczelnie zakorkować" . Na koniec wypada wyjaśnić, że kwarta to 1 litr, kwaterka - 0,25 litra, zaś funt - ok. 45 dag.

Wspomniałem już, że w XVI w. słynny Syreniusz zaliczył arcydzięgiel do warzyw powszechnie uprawianych. Ten sam autor pisze o właściwościach dzięgla wielokrotnie. I tak przyznaje mu moce magiczne: ,,Z przypadku jakiego nieszczęścia frasującym się i bardzo troskliwym korzeń zbierany pod wschodem Lwa niebieskiego i zaraz na szyję zawieszony frasunek odpędza i serce wesołe czyni". W innym miejscu docenia jego właściwości lecznicze: ,,proch z tego korzenia piersi i płuca z grubych wilgotności wyswabadza (...) takoż sok z korzenia warzonego w winie lub miodzie jady i trucizny z ciała wywodzi"
Inny słynny zielarz - ksiądz Sebastian Kneipp herbatkę z korzenia arcydzięgla zalecał dla likwidowania zgagi, czyli niestrawności, przy katarach, zapaleniu płuc i oskrzeli...

Więcej informacji na temat fascynującej dziedziny ziołolecznictwa, uzyskają Państwo od naszych specjalistów. Zapraszamy do kontaktu z Instytutem Activum MED w Warszawie.

Strona główna | O nas | Metody terapii | Specjaliści | Sklep | Porady | Szkolenia | Kontakt